
O autorce:
Joanna Muś-Ankowska — pedagog specjalny, terapeuta pedagogiczny oraz nauczyciel współorganizujący kształcenie.
Od ponad 20 lat pracuje z dziećmi, młodzieżą i osobami dorosłymi ze specjalnymi potrzebami rozwojowymi i edukacyjnymi. Posiada kwalifikacje z zakresu oligofrenopedagogiki, tyflopedagogiki oraz edukacji i rewalidacji osób w spektrum autyzmu.
Doświadczenie zawodowe zdobywała m.in. w szkole specjalnej, placówkach terapeutycznych oraz ośrodkach wspierających osoby z niepełnosprawnością intelektualną.
Obecnie pracuje w szkole podstawowej jako nauczyciel współorganizujący kształcenie oraz prowadzi zajęcia rewalidacyjne. Jest również terapeutą Sali Doświadczania Świata w Centrum Terapii dla Dzieci i Młodzieży, prowadzonym przez Polskie Stowarzyszenie na rzecz Osób z Niepełnosprawnością Intelektualną w Częstochowie.
Dzwonek. Koniec lekcji.
Drzwi kilkunastu sal otwierają się niemal jednocześnie, a szkolny korytarz w ciągu kilku sekund wypełnia się rozmowami, śmiechem, krzykiem, bieganiem, dźwiękami przesuwanych krzeseł i trzaskających drzwi.
Dla jednego dziecka to długo wyczekiwana przerwa. Dla innego — dziesięć lub piętnaście minut, które trzeba po prostu przetrwać…
Rzeczywistość, w której dorastają dzisiejsze dzieci, bardzo różni się od tej, którą pamiętamy z własnego dzieciństwa. Ekrany, obrazy, komunikaty, muzyka, powiadomienia, reklamy i urządzenia elektroniczne sprawiają, że bodźce wzrokowe i słuchowe mogą towarzyszyć nam niemal bez przerwy.
Szkoła również jest miejscem intensywnym sensorycznie. Kilkaset osób przebywających w jednym budynku, dzwonki, rozmowy, krzyki, przemieszczające się grupy uczniów, jaskrawe dekoracje, światło, zapachy ze stołówki, ciągłe zmiany pomieszczeń i aktywności.
Do tego dochodzą wymagania związane z lekcją: słuchanie, zapamiętywanie, pisanie, odpowiadanie, kontrolowanie własnego zachowania i funkcjonowanie w grupie.
Dla większości dzieci jest to codzienność, z którą lepiej lub gorzej sobie radzą. Dla części — ogromny wysiłek. Szczególnie widoczne jest to u dzieci w spektrum autyzmu, z ADHD, trudnościami w przetwarzaniu sensorycznym czy trudnościami emocjonalnymi.
Nie trzeba mieć orzeczenia ani opinii poradni, żeby któregoś dnia mieć po prostu dość.
Uczeń może źle spać. Może rano pokłócić się z rodzicem. Może mieć za sobą trudny sprawdzian. Może boleć go głowa. Może być zmęczony. Może mieć za sobą trudną sytuację w grupie rówieśniczej.
Może też po prostu po kilku godzinach spędzonych wśród wielu osób potrzebować dziesięciu minut ciszy.
Miejsce wyciszenia nie powinno być przeznaczone wyłącznie dla dzieci z orzeczeniami.
Możliwość chwilowego ograniczenia liczby bodźców może wspierać nie tylko uczniów ze specjalnymi potrzebami edukacyjnymi, ale całą społeczność szkolną.
Takie myślenie jest również spójne z obecnym kierunkiem zmian w polskiej oświacie. Wśród podstawowych kierunków realizacji polityki oświatowej państwa na rok szkolny 2026/2027 znalazło się tworzenie szkoły wymagającej, wspierającej i przyjaznej rozwojowi ucznia.
Zwrócono również uwagę na edukację zdrowotną, higienę cyfrową i aktywność offline, a także na rozpoznawanie potrzeb dzieci i młodzieży poprzez ocenę ich funkcjonowania w środowisku przedszkolnym i szkolnym.
Nie oznacza to oczywiście, że każda szkoła ma obowiązek stworzenia specjalnej sali wyciszenia. Może być ona jednak jednym z praktycznych sposobów odpowiadania na rzeczywiście rozpoznane potrzeby uczniów.
Także przepisy dotyczące pomocy psychologiczno-pedagogicznej nie odnoszą się wyłącznie do uczniów posiadających określony dokument. Pomoc w szkole opiera się między innymi na rozpoznawaniu indywidualnych potrzeb rozwojowych i edukacyjnych, możliwości psychofizycznych ucznia oraz czynników środowiskowych wpływających na jego funkcjonowanie.
Czasami odpowiedzią na rozpoznaną potrzebę nie musi być kolejna godzina specjalistycznych zajęć.
Czasami odpowiedzią może być cisza.
Nie każda szkoła dysponuje wolną salą, którą może przeznaczyć wyłącznie na strefę wyciszenia. I wcale nie musi od tego zaczynać.
Możliwości jest wiele. Może to być niewielki kącik wyciszenia, wydzielona przestrzeń, odpowiednio zorganizowana sala, a jeśli szkoła ją posiada — Sala Doświadczania Świata.
Warto również spojrzeć na miejsca, które już istnieją.
Jednym z nich może być biblioteka szkolna.
Od lat można obserwować, że niektóre dzieci intuicyjnie właśnie tam szukają spokojniejszej przestrzeni podczas przerw. Uczniowie, dla których hałas i nieprzewidywalność szkolnego korytarza są szczególnie trudne, często wybierają miejsce bardziej uporządkowane, cichsze i pozwalające pozostać trochę z boku.
Dzieci często same pokazują nam, czego potrzebują. Trzeba tylko zacząć to zauważać.
Od dwóch lat mam możliwość obserwowania funkcjonowania takiego rozwiązania w praktyce.
W szkole wykorzystujemy w tym celu Salę Doświadczania Świata. Podczas wybranych przerw staje się ona miejscem, do którego uczniowie mogą przyjść, aby odpocząć od szkolnego gwaru.
Pomysł okazał się bardzo potrzebny.
Ale praktyka pokazała również coś, czego początkowo się nie spodziewałam.
Strefa wyciszenia może stać się… zbyt atrakcyjna.
Jednego dnia nie przychodzi nikt. Następnego pojawia się dwoje dzieci. A kolejnego przed drzwiami stoi grupa uczniów, z których każdy chciałby wejść.
Szczególnie dla młodszych dzieci Sala Doświadczania Świata jest niezwykle atrakcyjna. Znajdują się w niej różnego rodzaju pomoce sensoryczne, gniotki czy elementy świetlne. Jest inaczej niż na korytarzu. Jest ciekawie. Jest przyjemnie.
I pojawia się pytanie:
Czy każde dziecko stojące przed drzwiami rzeczywiście potrzebuje w tej chwili wyciszenia?
Niekoniecznie.
Jedno przychodzi, ponieważ naprawdę źle znosi hałas. Drugie miało trudną lekcję i potrzebuje chwili dla siebie. Trzecie weszło, bo zobaczyło tam koleżankę. Czwarte pamięta świetnego gniotka, z którego korzystało poprzedniego dnia. Piąte jest po prostu ciekawe, co robią inni.
A wszystkie stoją przed tymi samymi drzwiami.
W naszej szkole przyjęliśmy zasadę, że podczas jednej przerwy w sali może przebywać maksymalnie około dziesięciorga uczniów.
Wyjątkiem są sytuacje, w których nauczyciel dyżurujący kieruje do sali konkretnego ucznia, ponieważ na podstawie obserwacji uznaje, że dziecko w danym momencie szczególnie potrzebuje spokojnej przestrzeni — na przykład po konflikcie, w sytuacji silnego pobudzenia emocjonalnego lub po zachowaniu agresywnym.
Dlaczego wprowadziliśmy ograniczenie liczby osób?
Bo w pewnym momencie trzeba odpowiedzieć sobie na bardzo proste pytanie:
Ile osób może przebywać w strefie wyciszenia, żeby nadal była ona strefą wyciszenia?
Sala ma określoną powierzchnię. Kiedy dzieci jest za dużo, zaczynają ze sobą rozmawiać, przemieszczać się, sięgać po te same pomoce. Pojawia się śmiech i coraz więcej interakcji.
I po chwili miejsce, które miało chronić przed nadmiarem bodźców, samo zaczyna je generować.
To prowadzi do kolejnego problemu.
Najprostsza zasada brzmi: kto pierwszy, ten lepszy.
Tylko czy w przypadku strefy wyciszenia rzeczywiście jest sprawiedliwa?
Kto i na jakiej podstawie ma zdecydować, czyja potrzeba ciszy jest w danym momencie większa?
I właśnie tutaj prosta idea stworzenia „cichej przerwy” zaczyna dotykać znacznie trudniejszego zagadnienia — uczenia dzieci rozpoznawania własnych potrzeb.
Być może częścią rozwiązania jest nauczenie dzieci zadawania sobie pytania:
Rozpoznawanie własnych potrzeb to niezwykle ważny element samoregulacji. Równie ważne jest dostrzeganie potrzeb innych osób. Tego także trzeba się nauczyć.
Strefa wyciszenia może więc być czymś więcej niż pomieszczeniem. Może stać się elementem uczenia dzieci obserwowania własnego organizmu, świadomego wybierania sposobu odpoczynku, rozpoznawania potrzeb innych, a także szanowania ich granic.
Warto również pomyśleć o alternatywach.
Nie każde dziecko potrzebujące regulacji musi trafić do tego samego pomieszczenia.
Jednemu pomoże cisza, innemu ruch — na przykład zorganizowana podczas przerwy aktywność z muzyką i tańcem.
Jeszcze innemu krótki spacer, pobyt w bibliotece, spokojna rozmowa z dorosłym albo kilka minut bez konieczności kontaktowania się z innymi.
Miejsce, w którym dziecko może ograniczyć nadmiar bodźców i przez chwilę odpocząć od szkolnego zgiełku, jest we współczesnej szkole bardzo potrzebne.
Nie mniej ważna od samej przestrzeni jest jednak zmiana sposobu myślenia o potrzebach dzieci.
Bo świat się zmienił. Szkoła się zmieniła. Zmieniły się warunki, w których dzieci dorastają.
Samo stworzenie strefy wyciszenia nie wystarczy.
Potrzebne są zasady. Potrzebny jest dorosły. Potrzebna jest obserwacja. Potrzebne jest również stopniowe uczenie dzieci, czym jest wyciszenie i po czym mogą poznać, że właśnie go potrzebują.
Po dwóch latach obserwacji widzę, że stworzenie takiego miejsca było dobrym pomysłem, ale jednocześnie stało się początkiem kolejnych pytań.
Jak korzystać z tej przestrzeni, żeby rzeczywiście służyła tym, którzy jej potrzebują?
Jak nauczyć dzieci rozpoznawać własne potrzeby?
Jak znaleźć równowagę między dostępnością miejsca a zachowaniem jego podstawowej funkcji?
Nie sądzę, aby istniał jeden idealny model cichej przerwy, który można przenieść do każdej szkoły. Każda placówka ma inną przestrzeń, inną liczbę uczniów i inne możliwości organizacyjne.
Warto jednak zacząć od obserwacji tego, co dzieci same nam pokazują.
Jeśli część z nich podczas przerw ucieka do biblioteki, siada w spokojniejszym miejscu na korytarzu, zasłania uszy albo szuka obecności dorosłego, być może nie jest to przypadek.
Być może właśnie w ten sposób próbują poradzić sobie z nadmiarem bodźców.
Strefa wyciszenia nie powinna więc być wyłącznie atrakcyjną salą ani rozwiązaniem przeznaczonym dla uczniów z konkretną diagnozą.
Może być jednym z elementów szkolnej przestrzeni, który pomaga dzieciom uczyć się czegoś znacznie ważniejszego: zauważania własnego zmęczenia, rozpoznawania emocji, wybierania sposobu odpoczynku, szanowania granic innych i stopniowego brania odpowiedzialności za własną regulację.
Być może największą wartością takiego miejsca nie jest więc sama cisza.
Jest nią moment, w którym dziecko zaczyna potrafić powiedzieć:
„Teraz potrzebuję ciszy”.
Ale równie ważny jest moment, kiedy potrafi pomyśleć:
„Dzisiaj tego nie potrzebuję. Mogę spędzić tę przerwę inaczej”.
I może właśnie tego powinna uczyć współczesna szkoła — nie tylko czytania, liczenia i zdobywania wiedzy, ale także rozumienia siebie i zauważania drugiego człowieka.
Rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej z dnia 9 sierpnia 2017 r. w sprawie zasad organizacji i udzielania pomocy psychologiczno-pedagogicznej w publicznych przedszkolach, szkołach i placówkach (Dz.U. z 2017 r. poz. 1591, tekst jednolity: Dz.U. z 2023 r. poz. 1798).
Ministerstwo Edukacji Narodowej, „Podstawowe kierunki realizacji polityki oświatowej państwa w roku szkolnym 2026/2027”, ustalone 26 maja 2026 r.